Grupa Wydawnicza Foksal poleca: Jeszcze większy przypał

JeszczewiekszyPrzypalCała prawda o nastolatkach, czyli jak żyć w świecie, którego nie do końca się rozumie? Zwariowana historia o tym, co robić, gdy tracisz kontrolę nad wszystkim!
Ja, Bella Fisher, jestem tak opanowana, spokojna i pozbierana jak zawsze.
Czyli: ANI TROCHĘ.
Powody?
Jesteśmy tylko przyjaciółmi z Fantastycznym Adamem.
Moja BFF Tegan zachowuje się megadziwacznie.
W soboty pracuję przebrana za ogromnego psa.
I największy koszmar: nowa dziewczyna mojego piekielnego eks jest PRAWDZIWĄ MODELKĄ.
Jakby tego było mało, mama otworzyła lodziarnię dla psów – Psierożki. A cała szkoła obserwuje każdy mój ruch w nadziei, że załatwię nam koncert najlepszego zespołu świata.
Co mogłoby pójść źle? 
A tak, racja. Absolutnie wszystko.

***

Fragment:
− SPADAJ, DZIWAKU!!! 
Te dwa słowa, wykrzyczane tak głośno, że kropla śliny wylądowała na moim nosie, nie były dokładnie takim powitaniem, na jakie liczyłam ze strony mojego przyszłego-potencjalnego-chłopaka-z-krainy-marzeń. Zwłaszcza nie wywrzeszczane z taką paniką, że całe boisko stanęło jak wryte. 
Ostatni raz widziałam ten stopień szoku, kiedy mama otworzyła listonoszowi drzwi, zapominając, że zrobiła sobie dzień bez spodni (nie powinien być a ż t a k zaskoczony – zdarzyło się to po raz czwarty. W ciągu miesiąca). 
No jasne, kiedy podbijasz sobie piłkę, a ktoś podbiega za twoimi plecami i szepcze ci do ucha ze śmiechem: „Nooo, kopę lat!”, musisz być TROCHĘ zaskoczony. (Nie mam pojęcia, czemu powiedziałam to głosem kowboja). Łaskotanie oburącz po żebrach – żebrotanie – również nie należało do uspokajających doznań.
Ale szok łaskotanego nie mógł się nawet równać z moim, bo inny piłkarz wpatrywał się we mnie z jeszcze większym zdumieniem niż ten, który właśnie przede mną uciekał. 
Tym piłkarzem – zamarłym w miejscu z szeroko rozdziawionymi ustami – był Adam Douglas. Fantastyczny Adam. Czyli Fadam. 
Adam, chłopak, który zajmował wszystkie moje myśli od dobrych trzynastu i pół miesiąca. 
Adam, chłopak, na którego temat tak namiętnie wyszukiwałam pewnego wieczoru informacje, że musiałam odłączyć internet w całym domu, na wypadek gdyby uruchomił się jakiś alarm bezpieczeństwa. 
Adam, chłopak, na którego tak bardzo starałam się niby przypadkiem wpaść, że w ostatnią środę wieczorem przeszłam swoje dziesięć tysięcy kroków, krążąc wokół boiska (mój biedny pies Warkot musiał na swoich krótkich nóżkach zrobić chyba ze czterdzieści tysięcy). 
Adam, chłopak, który w moich najśmielszych wy-obrażeniach (a wyobraziłam sobie raz, że szkoła to tylko spisek dorosłych, mający na celu pozbycie się nas, podczas gdy sami jadą do parku rozrywki) miał pewnego dnia zapragnąć, żebym została jego dziewczyną. 
Ale nie. Zamiast przywitać się z tym najdoskonalszym okazem gatunku męskiego, ja, Bella Fisher – na oczach całej jego drużyny futbolowej (i równie zaskoczonych osób postronnych) – właśnie weszłam w kontaktusta–ucho z jego kolegą (dwanaście i sześć dziesiątych centymetra od niechcianego, jednostronnego pocałunku). 
Czy dało się jakkolwiek z tego wybrnąć? Rozejrzałam się po gapiącym się na mnie boisku. I gapiach na nim. 
Nie. 
Zrobiłam więc najlepsze, co w tej sytuacji mogłam zrobić (a ponieważ przychodziła mi do głowy tylko jedna myśl, było to równocześnie najgorsze, co mogłam zrobić). 
− NIE PRZEJMUJCIE SIĘ MNĄ! – Machnęłam obiema rękami, jakbym polerowała olbrzymie okno. 
Nie pokazuj po sobie paniki, wynikającej z faktu, że Adam nie mógłby wyglądać na mniej zachwyconego. A może bardziej niezachwyconego? EJ, BELLA, PRZESTAŃ ROZKMINIAĆ ZAWIŁOŚCI JĘZYKOWE I ZACZNIJ MINIMALIZOWAĆ STRATY. 
− Przepraszam! Sądziłam, że on… − Wskazałam prawdziwego Adama (który wciąż się nie uśmiechał) − …był nim. – Wskazałam nie-Adama. Nadama (który nie uśmiechał się jeszcze bardziej). – Bo w strojach od tyłu wyglądacie wszyscy tak samo! – nadal krzyczałam. – Choć teraz, kiedy się na mnie patrzycie, widzę, że jesteście bardzo różni i naprawdę szanuję waszą indywidualność. 
Wciąż nikt się nie poruszył oprócz Nadama, który pędził teraz tyłem. Niezbyt doskonały znak. 
− Tak więc nigdy już nie zapomnę okularów. – Odwróciłam się i pognałam czym prędzej w bezpieczne rejony ławki.
Ławki, na której siedzieli już moi przyjaciele. Przyjaciele, którzy wiedzieli, że nie noszę okularów. Niesamowite, jakie rozmiary może przybrać w tak krótkim czasie obciach (w przybliżeniu jakieś trzydzieści o/s – obciachów na sekundę). 
Opadłam na miejsce między Tegan i Rachel, a moje oczy, chroniąc poczucie godności, udawały, że nie do-strzegły z ukosa, jak Mikey z trudem hamuje śmiech. 
Ukryłam twarz w dłoniach. 
− Wyluzuj, Bells, to mogło się przydarzyć każdemu. – Tegan zawsze widziała jasną stronę sytuacji. 
− A statystycznie: przydarzyło się? 
Rachel w zamyśleniu przyłożyła pasmo włosów do górnej wargi niczym wąsy. (To, że robiła podobne rzeczy w miejscu publicznym, a i tak była najpopularniejszą dziewczyną w okolicy, mówiło wiele o jej niewiarygodnej urodzie – z wąsami czy bez). Mruczała – co oznaczało, że myśli. Przypominała samochód. Słychać było, kiedy pracuje. 
− W zeszłe Boże Narodzenie odbyłam dwudziestominutową rozmowę z dziadkiem, dopóki nie poprosił do telefonu ciotki Sharon, a ja nie powiedziałam, że takiej nie mam. A wtedy zdałam sobie sprawę, że nie był moim dziadkiem, tylko jakimś dziadkiem, który wybrał zły numer. 
Mikey parsknął śmiechem i zaraz ucichł, bo przypomniał sobie, że w ramach solidarności nie powinnogo w tej chwili nic śmieszyć. Nie było to dok ł ad nie to samo (bo zakładałam/miałam nadzieję, że Rach nie marzyła miesiącami o jakimś przypadkowym dziadku), ale doceniałam jej wysiłek, więc rozsunęłam palce na tyle, żeby posłać jej spojrzenie pełne wdzięczności. Zamiast tego doznałam jednak kolejnego poważnego skurczu żołądka (PSŻ), bo dostrzegłam przebiegającego obok Adama. Korzystającego ze swoich mięśni jak gdyby nigdy nic (podczas gdy ja nie mogłam w jego obecności nawet mrugnąć). 
Tegan ścisnęła moje kolano. 
− Bells, powaga. Nikt nie będzie o tym pamiętał. Wszyscy skoncentrowali się na meczu, który się zaraz rozpocznie. – Zamilkła. – Prawda, Mikey? 
Mikey przyjaźnił się z nami od lat i był po uszy za-durzony w Tegan, ale nawet niezachwiane poczucie lojalności względem jego dziewczyny nie mogło nagle zrobić z niego przekonującego kłamcy. 
− Mm, no jasne? 
Pytajnik w jego głosie był niemal równie głośny jak krzyki na boisku. 
A może Teeg miała rację? Zwykle tak było. Moja niewydolność mogła być całkiem nieistotna dla ludzi, którzy mieli swoje życie. A przed Adamem wytłumaczę się później. 
DOBRZE, BELLO. Tak trzymaj.

***

przypaBeth Garrod

Jeszcze większy przypał

ISBN: 978-83-280-7471-2 cena: 27,74 zł
Stron 365 Okładka miękka
Kategoria: Dla młodzieży
Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.
02-672 Warszawa ul. Domaniewska 48
tel./fax.: +48 22 2826 08 82, 828 98 08
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.gwfoksal.pl