Co jest prawdą a co fikcją - w rozmowie z Jakubem Ćwiekiem, autorem kryminału SZWINDEL

Jakub Ćwiek. Fot: Sławomir Okrzesik„Żyjemy nieustannie w miksie prawdy i fikcji, że już dawno nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co jest czym" - z Jakubem Ćwiekiem rozmawiamy przy okazji premiery jego nowej powieści kryminalnej „Szwindel”
Podobno pisząc tę książkę opierałeś się na faktach. Jak do ciebie trafiła ta opowieść?
Lubię określenie „na faktach” bo jest uroczo pojemne i może równie dobrze oznaczać fabularyzowany dokument z ledwie kilkoma scenami zalepionymi fikcją domysłów, jak i książkę taką jak Szwindel. Opowieść trafiła do mnie wraz jednym brytyjskim serialem, który oglądałem. Dotyczył właśnie oszustów i bawił się konceptem con-artystów, ale w jednym z wywiadów dowiedziałem się, że wiele przekrętów opiera się na prawdziwych historiach. Zacząłem szukać i tak trafiłem na całkiem świeżą sprawę, w dodatku ostatecznie rozpracowaną, która miała miejsce na Wyspach Brytyjskich. Lokalnie, nic bardzo wielkiego, ale zaintrygowało mnie to i osadziło się w głowie. Zacząłem myśleć, jak mógłbym ten numer usprawnić na potrzeby książki. A potem kolejne sprawy, kolejne przekręty, wszystkie prawdziwe, zacząłem wpisywać w fikcyjną fabułę, tworząc ją w zasadzie z mozaiki prawdziwych historii. Wciąż jednak brakowało mi tam głównego plotu, który trafił do mnie... wraz z artykułem ze Stanów o pewnym zwycięzcy lokalnej loterii. Wiem, że mówię tu ogólnikami, ale nie chcę zepsuć czytelnikom zabawy. Dlatego krótko: Szwindel to fikcyjna opowieść, ale złożona z wielu prawdziwych historii.
Akcja tej powieści toczy się w środowisku con-artystów – ludzi, którzy wchodzą w różne role, by wprowadzić w błąd ofiarę, a następnie czerpać ustalone korzyści. Jakich umiejętności wymaga stworzenie skutecznego przekrętu? Skoro to artyści, to czy ich kłamstwo staje się sztuką?
Tak, to może być sztuka. Zależy od podejścia. Bezsprzecznie jest to sztuka wykorzystywana w złym celu, ale przecież wiemy, że to możliwe. Wystarczy chociaż zobaczyć dokument Leni Riefenstahl o Rzeszy. 
Artystę przekrętu musi zdecydowanie cechować przenikliwość i rozwinięty zmysł obserwacji. Większość jego pracy na tym polega, by dzięki obserwacji dowiedzieć się jak najwięcej o ofierze, a następnie znaleźć w tym słabe punkty. Te najlepsze z punktu widzenia oszustwa to zwykle to, czego najbardziej się boimy i czego najbardziej pragniemy. Jedno i drugie opiera się na emocjach i jest mocno wbite w podświadomość, więc na rzeczy związane z lękami i pragnieniami reagujemy bardziej impulsywnie, instynktownie, odruchowo. A więc przewidywalnie. 
Następnie ważne jest zbudowanie wokół ofiary całego urojonego świata – czasami wycinka, czasem całkowitej alternatywnej rzeczywistości – w którym ofierze trudniej będzie zauważyć, że coś dzieje się nienaturalnie, że coś jest nie tak. Do tego trzeba pomysłowości, umiejętności organizacyjnych, ale także zdolności aktorskich i improwizacji. To taki teatr tworzony dla konkretnego widza. 
Oczywiście wielu z dzisiejszych oszustów, wykorzystując naszą naiwność w sieci, nie bawi się w żaden kunszt, bo nie musi. Jesteśmy często tak naiwni, że wystarczy prosta apka i szeroko zarzucone sieci. O tym też piszę.
W jakiś sposób trafia się do kręgu con-artystów? Ja Ty dotarłeś do tego środowiska?
Nie wiem, jak się trafia. Ja miałem trochę pisarskiego szczęścia. Zdarzało mi się bywać na spotkaniach autorskich w zakładach karnych, a potem utrzymywać jako taki kontakt z osadzonymi, zarówno tymi jeszcze za murami, jak i tymi, którzy już wyszli. Wśród nich było dwóch siedzących za drobne oszustwa. Za ich pośrednictwem poznałem jeszcze kilku. Z tego co wiem, żaden nie robił spektakularnych, złożonych numerów i oczywiście, jeśli wierzyć ich słowom, wszyscy od dawna są na emeryturze.
W książce pada definicja ofiary przekrętu, czyli tak zwanego gapa – to ten, kto ostatecznie kończy bez pieniędzy, za to z cenną lekcją. Najczęściej przychodzi nam tę lekcję odrobić w samotności – niechętnie przyznajemy się do porażek, do tego, że daliśmy się wkręcić, ulegliśmy złudzeniu, ktoś wykorzystał nasze skrywane słabości… Czy można się ustrzec? Jak bardzo powinniśmy być ostrożni w ujawnianiu informacji na swój temat? Szczególnie w dobie popularności mediów społecznościowych, gdzie tematy tabu właściwie nie istnieją.
Co doradziłbyś użytkownikom mediów społecznościowych, by ustrzec ich przed staniem się ofiarą przekrętu?
To bardzo trudny temat, bo uważam, że wszelkie porady, jakich mógłbym udzielić na podstawie tego, czego się dowiedziałem, nie tylko są jak zatykanie palcami kolejnych dziur w pękającej tamie, ale też najprawdopodobniej... pomagają samym oszustom. Bo przecież ten wywiad mogą również przeczytać ludzie zajmujący się przekrętami, a jeśli jakimś cudem cokolwiek, co podam, uznają za praktyczną wskazówkę, szybko się przed tym zabezpieczą. 
Nie będę się więc skupiał na truizmach w stylu: pilnujmy treści, jak najmniej informacji, żadnych apek wymagających za dużo danych i tak dalej. O tym mówią wszyscy, a tak naprawdę, gdy przychodzi co do czego, guzik to daje. Rada, którą mam brzmi natomiast: nie wierzcie za bardzo w szczęśliwe zbiegi okoliczności i przypadki. Nie wierzcie w objawiające się nagle bratnie dusze, zgrane z wami charakterami. Zwłaszcza jeśli jest wam w życiu tak sobie i nagle pojawia się ktoś znikąd. Jeśli coś wygląda zbyt pięknie, żeby było prawdziwe, to najczęściej wcale prawdziwe nie jest. 
Czy uważasz, że nasze zachowania są przewidywalne? – wydaje się, że artyści przekrętu są w stanie rozpracować każdą osobowość. Na jakie teksty można nabrać mężczyznę? Co „kupi” kobieta?
Tak, uważam, że nasze zachowania są przewidywalne, ale linia podziału niekoniecznie przebiega według kryterium płci. Oczywiście można od tego zacząć, ale jak działa zbudowanie całego numeru na prostym stereotypie czy schemacie, widzimy chociażby, ilekroć ktoś w sieci proponuje nam mejlem powiększanie penisa. Ktoś się na to pewnie nabiera co jakiś czas, ale skuteczność jest mniejsza niż w przypadku rozdawania ulotek. 
Sztuka przekrętu to znajomość zachowań uniwersalnych, ale też umiejętne podejście indywidualne do gapa. I do tego dochodzi się często drogą zawężania kategorii: facet – facet ambitny – facet ambitny niedowartościowany etc. Każda kategoria to określony pakiet przewidywalnych zachowań. Im lepiej trafisz, tym lepiej możesz potem sterować kimś takim. 
Co jest największym zagrożeniem dla dobrze zaplanowanego szwindlu?
O, to jest moje ulubione pytanie w temacie, to znaczy zadawałem je każdemu, z kim rozmawiałem. I okazuje się, że... gadulstwo. Większość numerów ma wpisaną okazję powiązaną z tajemnicą. To jedyna taka oferta, ale nie możesz nikomu mówić, bo jak będą wiedzieli wszyscy, to nic z tego nie będzie. Ktoś się spłoszy, kasa się rozejdzie, cokolwiek. Przekręt to iluzja roztoczona wokół konkretnej osoby lub grupy osób. Nagłe poszerzenie kręgu o kogoś spoza, kogoś patrzącego z dystansem i bardziej rozsądnego niż pochodzącego do sytuacji emocjonalnie, to najczęstszy powód do zwijania kramiku. 
Bohaterowie tej powieści żyją w fikcji i sami ją tworzą. A jednocześnie próbują dojść do prawdy i jednak poszukują prawdziwych uczuć… Jak cienka jest granica między prawdą a fikcją? Czy łatwo ją przekroczyć?
Żyjemy nieustannie w takim miksie prawdy i fikcji, że już dawno nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co jest czym. To nie tak, że łatwo tę granicę przekroczyć, my raczej robimy to zupełnie niezauważalnie tam i z powrotem. Zmyślone powieści mają w sobie więcej prawdy niż rzekomo prawdziwe biografie, szczerość, tak niby pożądana w rozmowach, nie jest w stanie przetrwać choć jednej trudniejszej próby. Nie umiemy sobie radzić ze szczerością, stąd oszuści mają tak wspaniałe pole do popisu.
Podejmujesz się najróżniejszych form aktywności artystycznej – pisanie, występy stand-upowe, tworzenie filmów internetowych, uczestniczenie w konwentach. Jak uważasz, na ile ważne jest kreowanie własnego wizerunku jako artysty?
Myślę, że to na pewno bardzo pomocne, zwłaszcza dla działów marketingowych. Fajnie, gdy wraz z produktem można sprzedać fajnie opakowanego, dobrze wymyślonego autora. Charakterystycznego, w jakiś sposób wyróżniającego się z tłumu, ale jednocześnie pod kontrolą, jak większość kreacji. 
Mnie moja charakterystyczność wychodzi przez przypadek. Rockowa pyskatość, skłonność do bójek i awantur, szaleństw, niemożność usiedzenia w miejscu, całe życie w drodze, nerdoza – zrobiło to ze mnie barwną postać, ale często taki wizerunek bardziej szkodzi niż pomaga. I teraz pytanie: co mogę z tym zrobić? Kreować coś sztucznie czy może jednak dalej sobie ewoluować i pozwolić, by te czy inny doświadczenia otwierały mi drogę do światów średnio dostępnych dla innych pisarzy? Chyba wolę to drugie, bez sztucznych kreacji i chowania dziar pod koszulą.
Czy pisząc, konsultujesz z kimś swoje teksty? Kto jest najlepszym doradcą? Bierzesz jego sugestie pod uwagę?
Nie mam stałej grupy betatesterów, ale dla mnie tekst nie jest kompletny, dopóki nie zbiorę przynajmniej kilku zróżnicowanych opinii. I zawsze staram się dobierać grupę pierwszych czytelników tak, by był wśród nich ktoś kompletnie nie z mojej bajki, ktoś, kto się czepia, zawodowiec i tak dalej. Dopiero tak zaopiniowany, poprawiony tekst uważam za wart posłania do redaktora czy redaktorki. Swoją drogą, zawsze podkreślam, że redaktorki i redaktorzy to cisi bohaterowie każdej książki. Mogę pisać nieźle czy nawet dobrze, mogę się starać, ile wlezie, ale dopiero praca z redaktorem, grającym na rzecz tej historii, a nie ego autora, wyprowadza opowieść na prostą. Jestem za to nieodmiennie wdzięczny. 

***

SzwindelJakub Ćwiek
Szwindel

ISBN 978-83-66140-65-3 cena: 26,50 zł
Stron 400 Okładka miękka ze skrzydełkami
Kategoria: Kryminał
Wydawnictwo Marginesy Sp. z o.o.
01-540 Warszawa ul. Forteczna 1a
tel./fax.: +48 22 2839 91 27
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.marginesy.com.pl

Jeśli myślisz, że uśmiechnęło się do ciebie szczęście, to znaczy, że wzięli cię na cel.
W zakładzie opiekuńczym umiera jeden z przywódców legendarnej grupy oszustów. Synowi, którego opuścił, zostawia w spadku zeszyt. Są w nim nie tylko spowiedź, ale również pieniądze i obietnica fortuny. Tyle że aby ją zdobyć, musi wejść w konszachty z byłym wspólnikiem ojca w niechlubnym fachu i jego wciąż działającą grupą.
Krąg to artyści przekrętu. Wiedzą, jak za pomocą darmowej kawy wyłudzić z konta kilka tysięcy, jak zgarnąć czynsz i kaucję za wynajęcie nieswojego mieszkania, a także jak ugrać grube pieniądze na lęku przed uchodźcami.
Numer, który ma im wszystkim zapewnić pieniądze, to życiowa okazja. Każdy będzie musiał dać z siebie wszystko. Jak zwykle dobrzy ludzie staną się narzędziami, marzyciele ofiarami, a cała akcja odbędzie się w świetle reflektorów. Rzecz w tym, że robiąc ten numer, oszuści nie wiedzą wszystkiego...
Szwindel to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia, która uświadamia, jak działają oszuści i jak łatwo paść ich ofiarą. I że znajomość trików wcale przed niczym nie chroni.
„Ćwiek zadaje kłam obiegowej opinii, że kryminał bez nieboszczyka i zmęczonego gliny po przejściach, który usiłuje odnaleźć mordercę, jest bezwartościowy. Że bez tych emblematów nie da się zrobić świetnej książki. „Szwindel” udowadnia, że polski kryminał ma jeszcze dużo do odkrycia. Błyskotliwe przekręty, pogłębiony obraz manipulacji mediami społecznościowymi, znakomicie – wreszcie! – sportretowane: współczesna Warszawa i Warszawka, niewymuszona lekkość, z jaką autor flirtuje z kodami popkultury – wszystko to gwarantuje przednią zabawę z właściwą proporcją do dreszczy”.

Irek Grin

"Znakomita powieść z kryminalnym sznytem. Wchodzi gładko jak przedstawione w niej szwindle! Brawo Ćwiek!”

Robert Małecki

„Szwindel”, to historia tak niewiarygodna, że aż możliwa. Jakub Ćwiek udowodnił, że nawet bez pomocy fantastyki, jest w stanie tworzyć dość niewiarygodne historie. Po jej przeczytaniu trzy razy zastanowicie się zanim uwierzycie w łut szczęścia, przypadek i zbieg okoliczności”.

Anna Misztak

„Bohaterowie „Szwindla” oszukują i dają się oszukać. Sztuką jest zgadnąć, kto z nich jest ofiarą. Czytelnik także dostaje swoją legendę i wchodzi w nią, idzie za narracją autora jak po sznurku. I na końcu zamiast czuć się ograbionym i przekręconym z własnych wyobrażeń i literackich schematów, dostaje w nagrodę znakomity finał i rozwiązanie zagadki, jakiego na pewno się nie spodziewał”.

Renata Kuryłowicz

Znudziliście się już krwawymi, psychopatycznymi mordercami? Poznajcie prawdziwych sztukmistrzów szwindlu w brawurowym i inteligentnym kryminale Ćwieka. Koniecznie!

Robert Ostaszewski

Jakub Ćwiek (ur. 1982) pisarz, stand-uper, scenarzysta. Debiutował zbiorem opowiadań Kłamca, który doczekał się pięciu kolejnych tomów i multimedialnego uniwersum. W 2007 roku ukazał się kryminał grozy Liżąc ostrze, a rok później horror Ciemność płonie, aby go napisać spędził pół roku wśród bezdomnych na dworcu w Katowicach. Stworzył też m.in. czterotomowy cykl Chłopcy (2012–2015) oraz dwutomowe Dreszcz (2013–2014) i Grimm City (2016–2017). Dziesięciokrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, zdobył ją w 2012 roku. Z Adamem Bigajem napisał Bezpańskiego. Balladę o byłym gliniarzu (Marginesy 2018).