Bogactwo, orgie i handel ludźmi. Laila Shukri odkrywa tajemnice świata arabskiego

perska zmyslowoscTa ukrywająca się pod pseudonimem pisarka, jest nie tylko znawczynią Bliskiego Wschodu, ale przede wszystkim Polką mieszkającą obecnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To pozwoliło jej na własne oczy zobaczyć, jak wygląda tamtejsze życie u boku męża-szejka. – Arabowie potrafią wspaniale się troszczyć, doceniać i rozpieszczać swoje kobiety. Naprawdę można poczuć się królową – mówi Laila Shukri. Dodaje jednak, że „często zdarza się, że kobieta nie może wychodzić z domu”. Kilka lat temu postanowiła podzielić się swoją wiedzą, pisząc powieść zatytułowaną – „Perska miłość”. Od tamtej pory wydała siedem kolejnych książek, które trafiły na listy bestsellerów. Ósma, czyli „Perska zmysłowość” ukaże się już w maju. Portalowi Kultura wokół Nas opowiedziała, dlaczego Europejki decydują się na małżeństwo z Arabami, czemu bogate kraje Zatoki Perskiej nie przyjmują uchodźców z Syrii oraz czy nie myślała o ucieczce.
Pamięta Pani jeszcze siebie z okresu, kiedy mieszkała w Polsce?
To trudne pytanie, ponieważ na tyle już jestem wrośnięta w tamtą kulturę, w tamten świat, że nie za bardzo w tym momencie mogę na sto procent utożsamić się z samą sobą z tamtego okresu. Ale na pewno to było życie, jakie wiedzie każda Europejka, czyli praca, kariera zawodowa. To było wówczas najważniejsze.
Myślała Pani wtedy o życiu poza Polską, poza Europą?
Nie, chciałam po prostu samodzielnie pracować i pójść własną drogą. Moi rodzice mieli firmę i pragnęli, żebym w niej pracowała, a następnie ją przejęła. Ja jednak wolałam sama realizować się zawodowo i tak też się stało. Zostałam zatrudniona w dużej amerykańskiej firmie, a po pewnym czasie mój szef wysłał mnie do Dubaju.
Jakie były Pani pierwsze wrażenia tam na miejscu?
Był to czas, gdy bardzo dużo firm zakładało tam swoje filie, bo Dubaj bardzo dynamicznie się rozwijał. Już po wylądowaniu zachwyciło mnie lotnisko, które było ekskluzywne i zrobione z bardzo dużym rozmachem. Później zorientowałam się, że w ten sam sposób buduje się tam wszystko. Zatrudnia się najlepszych architektów i projektantów wnętrz, korzysta się z najnowszej technologii oraz używa się najwyższej klasy materiałów. Taki jest cały Dubaj i tak powstał najwyższy wieżowiec świata Burdż Chalifa.
Jeśli zaś chodzi o ludzi, to zaskoczyło mnie to, że w Dubaju mieszka zaledwie piętnaście procent rdzennych Emiratczyków. Kiedy więc się rozejrzymy, to wszędzie widzimy prawie samych cudzoziemców, tak zwanych expats. W przestrzeni publicznej stosunkowo mało jest też Emiratek. Kobiety, które tam mieszkają i mają swoje rodziny, są podporządkowane obyczajom i normom, które tam panują. To jest ten paradoks krajów Zatoki, które są bardzo bogate i korzystają z wszelkich technologii, dzięki europejskim specjalistom, a z drugiej strony są bardzo tradycyjne kulturowo.
Dużo jest Europejek, które wychodzą za mąż za Arabów?
Można powiedzieć, że jest to spora grupa. Zjawisko jest na tyle duże, że Federalna Rada Narodowa ostrzegła swoich obywateli przed zawieraniem małżeństw z cudzoziemkami i zastanawiała się nad rozwiązaniami, które mogłyby zachęcić mężczyzn do małżeństw z Emiratkami.
Dlaczego wybierają życie u boku arabskich mężczyzn? Czym oni im imponują?
Myślę, że docenieniem kobiecości, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Z europejskiego punktu widzenia arabskie kobiety są zniewolone, natomiast one same uważają, że u boku swoich mężczyzn mogą naprawdę czuć się w pełni kobietami. Mężczyzna ma bowiem obowiązek opieki nad kobietą, która jest dla niego największym skarbem. I nie mam tu na myśli jej uprzedmiotowienia, ale czułej troski o nią i jej potrzeby, zarówno materialne, jak i emocjonalne. Arabowie potrafią wspaniale się troszczyć, doceniać i rozpieszczać swoje kobiety. Naprawdę można poczuć się królową.
A co Panią urzekło?
Charyzma, duża pewność siebie, męska siła, odpowiedzialność za sprawy materialne, a jednocześnie czułość i romantyczność. Te wszystkie cechy, które kobiety cenią w mężczyznach. I oczywiście miłość. Prawdziwa miłość, która jeżeli przychodzi, to nie możemy się jej oprzeć…
Czy istnieją inne sposoby, żeby zajrzeć za kulisy i zobaczyć prawdziwe arabskie życie, poza związaniem się z kimś stamtąd?
Nie sądzę, żeby były inne sposoby, dlatego że jest to bardzo zamknięte środowisko, do którego nie ma dostępu. W momencie znalezienia się po tamtej stronie wiele rzeczy może nas na początku dziwić, a później nawet szokować. Dla mnie największym szokiem była duża, wręcz rozbuchana, seksualność Arabek, zwłaszcza w momencie, kiedy bawią się tylko we własnym gronie. Potrafią się wówczas bardzo seksownie ubrać, eksponować ciało, a ich tańce są wręcz wyuzdane. Kiedyś na arabskim weselu widziałam kobiety ubrane tak, że było widać im sutki czy pół pośladków. Na co dzień nikt nie wyobraża sobie arabskich kobiet inaczej niż ubranych wyłącznie na czarno.
Zakrywanie twarzy czy noszenie takich strojów jak burka nie jest więc problemem dla arabskich kobiet?
seria SHUKRI banner 970x546Absolutnie nie, przynajmniej dla większości. To jest ich wybór, naturalna rzecz. To jest norma religijna, kulturowa i społeczna, w której wyrosły, a więc to nie jest dla nich problem. Te muzułmanki, które znają zachodni sposób myślenia, uważają, że dopiero zakrycie daje kobiecie prawdziwą wolność. Mogą się wówczas bezpiecznie poruszać w przestrzeni publicznej i zachowują anonimowość.
Ponadto nie są wtedy oceniane po tym, jak wyglądają. Ich zdaniem to kobieta na Zachodzie jest uprzedmiotowiona, bo często sprowadza się ją tylko do wyglądu, do wyeksponowanego ciała. Muzułmanki na pewno by tego nie chciały i nie czułyby się z tym dobrze. Tak było, gdy we Francji pojawił się problem burkini, które zostało zakazane. Muzułmanki wcale nie chcą chodzić w bikini. Czują się dobrze dopiero w momencie, gdy mogą się całe zakryć.
Ile w Pani przypadku trwał proces stawania się Arabką?
Nie wiem, czy do końca mogę nazwać się Arabką, ale na pewno wiele arabskich norm kulturowych jest mi bliskich. Muzułmanki bardzo serdecznie podchodzą do nowych kobiet w swoim gronie, które nazywają siostrami. Ja nie przeszłam na islam, co chcę podkreślić, ale generalnie w środowiskach arabskich kobiet panuje atmosfera życzliwości i otwartości. Zawsze bardzo chętnie przyjmują nową osobę i wprowadzają ją w swój świat.
A mężczyźni, widuje ich Pani?
Mój świat jest oddzielony od mężczyzn, a ten najbliższy jest miłością mojego życia.
Jak przyjęła Panią jego rodzina?
Nie zaakceptowała mnie z różnych względów, przede wszystkim majątkowych. Na tym poziomie bogactwa małżeństwa są zazwyczaj aranżowane.
Jakie są więc te gorsze strony życia z Arabem?
Na pewno wymóg podporządkowania się, a co za tym idzie posłuszeństwo. Często zdarza się, że kobieta nie może wychodzić z domu. Wszystko to, co jest dopuszczalne, zależy od kręgu, od środowiska, od rodziny czy nawet od konkretnego człowieka. Znam Europejki, które mieszkają w Dubaju, mają mężów Arabów i nie mogą pojechać z koleżanką na kawę, bo jest im to zabronione.
A jak to wygląda w Pani przypadku?
Mam bardzo duże ograniczenia. Mąż zawsze musi wiedzieć, gdzie jadę, z kim i co robię. Dla niego takie podporządkowanie nie wymaga specjalnych wyjaśnień, bo uważa, że żona powinna być posłuszna mężowi.
Są jakieś zalety tej sytuacji?
Oczywiście, bo nie trzeba się troszczyć o wiele rzeczy takich jak na przykład utrzymanie rezydencji, zatrudnienie kierowców, kucharzy, ogrodników i służby czy organizacja podróży.
Czyli Pani nie pracuje?
Piszę książki, ale poza tym nie. Nie robię nic w domu, bo tym zajmuje się liczna służba. Wszystko mam podane i to w bardzo dosłownym tego sensie.
Ale pisanie książek nie jest jawne, więc z perspektywy męża, to czym Pani się zajmuje?
Swoje życie, również z tymi jego bardzo ciemnymi stronami, opisałam w swojej powieści „Jestem żoną szejka”. Generalnie w kulturze arabskiej kobiety po prostu są w domu, sprawują nad nim pieczę, chociażby w sensie organizacyjnym. Bardzo dużo też podróżuję z mężem w różne zakątki świata. Spędzam czas na różnorodnych spotkaniach kobiet i akcjach charytatywnych, na których, co ciekawe, licytowane są po parę razy te same przedmioty, żeby zebrać jak najwięcej funduszy na jakiś szczytny cel. Wtedy osoba, która wygrała licytację, przekazuje pieniądze, ale sam przedmiot trafia ponownie na aukcję, i tak może zdarzyć się nawet parę razy.
Dotknęła Pani kwestii bogactwa. Ono jest policzalne?
Perska banner 970x546Przekraczamy tę granicę bogactwa i nie patrzymy, ile co kosztuje, tylko czy nam się podoba. Jak się podróżuje i przebywa w bardzo ekskluzywnych hotelach, to wszyscy wszystko usuwają spod nóg, poczynając od otwierania drzwi poprzez całą obsługę. Na pewnym poziomie bogactwa przedstawiciele najbardziej znanych firm, typu Dior czy Chanel, sami przychodzą do apartamentów hotelowych, oferując swoje produkty. Oczywiście dla rozrywki można pojechać do Harrodsa na zakupy, co wiąże się z miłą wizytą w Londynie. To jest bardzo popularne wśród bogatych Arabek.
Czyli pieniądze nie mają wartości, którą mają dla zwykłych ludzi?
Tak, coś w tym jest. Na przykład szejkowie zaokrąglają sumy pieniędzy do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. A jeżeli chcą się wyróżnić, to nie wystarczy im, że mają najnowszy model Ferrari czy Lamborghini. Ich model musi być absolutnie wyjątkowy np. musi mieć karoserię z porcelany czy ze złota.
Życie w takim bogactwie nie staje się z czasem nudne?
Można tak powiedzieć, choć ja osobiście się nie nudzę, gdyż sporo czasu zajmuje mi praca nad książkami. Jest to możliwe, bo mój mąż często sam podróżuje w interesach. Jednak niektóre kobiety po tym, jak wstaną, to rzeczywiście nie mają nic konkretnego do roboty, ponieważ nie mają żadnych obowiązków domowych i nie chodzą do pracy. Uczęszczają więc do klubów dla kobiet.
Do gymów?
Tak, i te gymy, czyli kluby sportowe połączone ze spa, są trochę odpowiednikiem dawnych haremów. Kobiety spędzają tam czasem całe dnie na zabiegach upiększających i różnego rodzaju zajęciach, takich jak: taniec brzucha czy zumba.
Czują się tam prawdziwie wolne?
Tak, bo mogą bez skrępowania zrzucić abaje i na przykład w kostiumie kąpielowym wziąć udział w aquaerobicu. A przy okazji, na basenie czy w saunie, porozmawiać o ostatnio zakupionych posiadłościach w Londynie lub w Stanach Zjednoczonych albo o dalekich podróżach, które często trwają nawet dwa czy trzy miesiące.
Pisze Pani, że bogactwo rodzi arogancję, w jakim sensie?
Przejawia się tym, że nie ma żadnych ograniczeń ani zasad. Multimilionerzy uważają, że wszystko im wolno. Szejkowie jeżdżą swoimi luksusowymi samochodami po ulicach Beverly Hills czy Londynu i pomimo że często przeszkadzają mieszkańcom i zdarzają się na nich donosy, to nikt z tym nic nie robi.
Dlaczego?
Bo za pieniądze można kupić wszystko. Nie bez znaczenia są również stosunki polityczne.
Nie boi się Pani, że to, o czym pisze, może kiedyś wyjść na jaw?
Tak, bardzo się boję, oczywiście, że tak.
A mimo to warto?
Oczywiście, że warto. Dla mnie ważne są opinie czy recenzje czytelniczek, które podkreślają, że dużo dowiedziały się z moich książek, że otworzyły im oczy na świat. Choćby książka „Byłam służącą w arabskich pałacach”, która porusza problem współczesnego niewolnictwa, czyli służby przez 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. To jest system, który trudno nam sobie wyobrazić, ale on istnieje. Czy „Byłam kochanką arabskich szejków”, gdzie piszę o burdelach w Dubaju czy prostytucji, w którą wplątane jest kilkanaście tysięcy kobiet. Oficjalnie to jest nielegalne.
Pisze Pani też o orgiach. To przecież kłóci się z islamem?
Kolejny paradoks. Pomimo że mieszkam tam tyle lat i wydawałoby się, że znam to środowisko bardzo dobrze, to podczas pracy nad każdą z książek zawsze pojawiało się coś, co mnie zadziwiało, czy wręcz szokowało. Na przykład to, że w Dubaju w ofercie agencji towarzyskich prostytutki z różnych krajów są opisywane jak towar, który się sprzedaje. Jest tam ich wiek i wszystkie wymiary. Wśród nich często są miss piękności, aktorki, modelki, naprawdę bardzo atrakcyjne kobiety. Zaskoczyło mnie też to, że orgie pojawiają się w ofercie agencji w tzw. pakiecie podstawowym, a nie jako jakaś szczególna aktywność seksualna.
Z tym wiąże się też problem handlu ludźmi, który oficjalnie jest zakazany. W jaki sposób się Pani z tym zetknęła?
Znalazłam się raz w zupełnie przypadkowej sytuacji i postanowiłam zgłębić temat. Rozmawiając wyszło na jaw, że ten problem jest bardzo poważny. Dużo ludzi jest zwabianych do Dubaju. Spośród kilkunastu tysięcy prostytutek połowa jest do tego zmuszana. Następnie przechodzą z rąk do rąk, po prostu są sprzedawane jak towar.
Czyli człowiek ma swoją cenę.
Tak, a do tego jeszcze dochodzi handel dziećmi, które są porywane w biednych krajach, np. z indyjskich wiosek. Ten przerażający proceder trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na to, żeby się szybko skończył.
Nie boi się Pani o swoje dzieci?
Boję się, ale one dużo czasu spędzają z rodziną męża. To jest dla mnie bolesne, ale z drugiej strony zapewnia im to bezpieczeństwo.
Pisząc o tym wszystkim, chce Pani innym otworzyć oczy na te problemy?
Tak, myślę, że za mało mówi się i pisze o współczesnym niewolnictwie czy procederze handlu ludźmi. Szczególnie przed tym ostatnim należy ostrzegać, bo wbrew pozorom łatwo można dostać się w macki gangu handlu ludźmi. Arabowie potrafią być niezwykle czarujący, więc szybko mogą omamić kobietę. Dotyczy to nie tylko handlu ludźmi, ale też tak zwanych małżeństw mieszanych. Mężczyzna, którego pozna się w Europie, po wyjeździe do swojego kraju może niekoniecznie zachowywać się tak samo.
Czy to znaczy, że mężczyźni, którzy mieszkają w krajach arabskich różnią się od Arabów, którzy żyją na Zachodzie?
Z Arabami jest tak, że ponieważ mieszkają w różnych krajach, to wszędzie czują się jak u siebie i doskonale potrafią się dostosować do miejscowego życia. Kiedy są np. na dyskotece we Francji to zachowują się zupełnie jak Europejczycy. Gdy jednak wracają do swoich krajów, to już zachowują się tak, jak kultura i normy obyczajowe nakazują.
Myślała Pani, żeby się z tego wyrwać?
Czasem się to zdarza. To są chwile, momenty zastanowienia, gdzie ja jestem, co ja robię, kim tak naprawdę jestem.
A zna Pani przypadki osób, które się na to zdecydowały?
Tak, natomiast to wiąże się z ucieczką z tych krajów. To są wyjazdy zazwyczaj z dziećmi, ale niestety nie zawsze.
Jestem zona terrorystyBohaterka Pani ostatniej książki stała się matką terrorysty, jak do tego doszło?
Poznała Araba o imieniu Rashid, który jako znajomy jej przyjaciółki nie był dla niej całkiem obcy. Kiedy się zakochała i wyjechała do niego do Londynu, to na początku nic nie wzbudzało jej podejrzeń. Dopiero później wyszło na jaw, że związała się z mężczyzną, który należy do groźnej grupy terrorystycznej. Kiedy zaszła w ciążę, uświadomiła sobie, że jej dziecko już od momentu urodzenia będzie szkolone na terrorystę samobójcę. I zaczął się horror.
Czy da się zapobiec takim sytuacjom, jak ta opisana w „Jestem żoną terrorysty”?
Uważam, że to bardzo trudne. Zawsze trzeba mieć świadomość różnic kulturowych, gdy wiążemy się z człowiekiem z innego kraju. Jeżeli ktoś jest bardzo wierzącym muzułmaninem, to dostosowuje się do wszystkich jego zasad. Może się zdarzyć, że później idzie coraz dalej i dalej. Islam to jest kod na życie, który określa każdy jego aspekt, czyli sposób, jak się człowiek ubiera, co je, co robi, jak się modli.
W ekstremalnym wydaniu zabrania słuchania muzyki, a dzieci nie mogą chodzić na lekcje sztuki. W momencie, gdy następuje proces radykalizacji, chce się być jeszcze lepszym muzułmaninem, chce się być bliżej Boga i wtedy dochodzi się do ekstremizmu. Dla zradykalizowanych muzułmanów, którzy nawet żyją na Zachodzie, prawa czy wartości europejskie nie mają żadnego znaczenia.
To dlatego tak trudno się asymilują i zachowują swoją autonomię?
To bardzo trafna uwaga, bo dla nich islam jest jedyną, i najlepszą drogą życia. Jednak należy pamiętać o tym, że miliony muzułmanów żyją w swoich krajach czy na Zachodzie, nie mając żadnych wrogich zamiarów w stosunku do kogokolwiek. Kobiety naszą chusty, modlą się, przestrzegają Ramadanu i pokojowo współżyją z innymi mieszkańcami danych środowisk czy miast.
A jak Arabowie reagują na ataki terrorystyczne, które miały miejsce w Europie?
Po atakach w Europie miały miejsce marsze czy zgromadzenia, które oddawały cześć ofiarom. Brali w nich udział również muzułmanie, którzy na transparentach wyrażali swoją opinię, że to nie jest ich islam. Terroryści to ultrakonserwatywny odłam – salafici, którzy wracają do źródeł i bardzo literalnie odbierają słowa Koranu.
Czy na co dzień się o tym rozmawia?
Chciałabym podkreślić wielką tragedię Syrii, która stała się tak naprawdę areną polityki międzynarodowej. Tam jest dramat całego państwa, milionów ludzi. Nikt tego nie oczekiwał i większość uchodźców została zmuszona do ucieczki. Europejczykom się wydaje, że oni pragną przyjechać i tu mieszkać. Oczywiście próbują się przedostać, bo w Syrii umierają ich dzieci i czują się zagrożeni. W rzeczywistości jednak to chcieliby żyć w swoim kraju, w swojej ojczyźnie, według swoich zasad.
Dlaczego jednak uciekają na Zachód, a nie do państw ościennych, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie?
Bogate kraje Zatoki dają duże środki pieniężne na pomoc dla tych ludzi, ale nie są w stanie ich przyjąć. To są terytorialnie małe państwa, które mają swój własny problem polegający na tym, że liczba tzw. expats znacznie przekroczyła liczbę rdzennej ludności. Na przykład w Kuwejcie od paru lat trwa proces wydalania cudzoziemców.
Wciąż doskonale mówi Pani po polsku. W jaki sposób zachowuje Pani kontakt z językiem?
Przede wszystkim piszę, więc tym samym zawsze jestem blisko słowa. Staram się też dużo czytać po polsku, więc kiedy jestem w kraju, to kupuję dużo książek.