Thriller "Zamiana" i... debiut brytyjskiej autorki Rebekki Fleet

Rebecca Fleet Headshot 3 credit Nick GreganChoć „Zamiana” to debiut, pani powieść zachwyciła już czytelników w wielu krajach. Wypowiadał się o niej pochlebnie nawet Lee Child. Jaki jest przepis na dobry thriller?

Stawiałabym na postaci, które interesują i intrygują czytelnika. Ważna jest także fabuła, która wzbudza ciekawość, a jednocześnie jest nieprzewidywalna i zaskakująca. Dobrze jest postawić głównego bohatera w niebezpiecznej sytuacji i ustalić wysoką stawkę, o którą toczy się gra.  Nie mam pewności, czy wszystkie te składniki udało mi się wykorzystać w “Zamianie”, ale taki był cel…

Bohaterowie książki to para małżeńska z problemami. Próbują pracować nad związkiem, ale każde z nich ma swoje demony z przeszłości…

Odejście to wyzwanie, ale pozostanie w związku i zmierzenie z problemem może być równie trudne. Wymaga umysłowej i emocjonalnej siły oraz szczerości – z tym właśnie borykają się Caroline i Francis – ale w końcu udaje im się osiągnąć porozumienie. Szczególnie Caroline ma problem z odrzuceniem przeszłości, a powinna to zrobić, by ruszyć naprzód. Nie chciałam dawać jednoznacznego zakończenia, ponieważ wiara w to, że związek zawsze przetrwa, byłaby pójściem na łatwiznę. Nigdy nie wiesz, jakie niespodzianki szykuje los.

ZAMIANACzy zamiana mieszkań jest popularna w Wielkiej Brytanii? Czy nie uważa pani, że jest w tym coś dziwnego, by wpuszczać obcą osobę do swojego domu i nie mieć nad tym żadnej kontroli?

Zamiana domów czy mieszkań stała się popularna w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach – to dość tani i praktyczny sposób, by na chwilę wyrywać się ze swojego otoczenia. Dla mnie samej to trochę dziwne, dlatego nigdy się na to nie zdecydowałam. Nie przemawia do mnie pomysł, by wpuścić kogoś obcego do mieszkania, pozwolić, by się rozglądał, grzebał w moich rzeczach bez kontroli. Chcę mieć wpływ na to, co ujawniam ze swojego życia. Każdy ma swoje tajemnice – zarówno mniejsze, jak i większe – niekoniecznie chcemy dzielić się z innymi tym, jak żyjemy.

Hasło na okładce ostrzega: „Uważaj, kogo wpuszczasz do domu…”. Czy czasami odczuwa pani niepokój, gdy jest sama w domu? Czego się pani boi?

Jeśli coś mnie niepokoiło, gdy byłam sama w domu, to nigdy nie było ku temu realnego powodu – nikt się do mnie nie włamał czy mnie nie zaatakował. Najczęściej w takich sytuacjach, naszym wrogiem staje się własny umysł. Dla kogoś z bogatą wyobraźnią (a jako pisarka, wyobraźnią posługuję się często…), każdy cień może stać się obserwującym cię intruzem, a każde skrzypnięcie zdradza obecność nadprzyrodzonych sił. Chodzi o to, by odwrócić uwagę na rzeczy zwyczajne – dla mnie oglądanie czegoś lekkiego w telewizji to najlepszy sposób na zapomnienie o lęku!
 
Krytycy określają taki gatunek książek jako domestic noir, porównując ją, na przykład, z powieścią Pauli Hawkins „Dziewczyna z pociągu”. Czy cieszą panią takie porównania? Co sprawia, że ten gatunek jest ostatnio tak popularny?

Nie ma w tym nic złego, że moja książka jest porównywana do takiego bestsellera jak „Dziewczyna z pociągu”, a czasem wręcz okazuje się, że takie odniesienia pomagają czytelnikom – wskazują, czego spodziewać się po lekturze. Dość łatwo odnajdujemy się w gatunku domestic noir, ponieważ w takich książkach akcja toczy się w miejscach, które wszyscy znamy, ale także dotyka naszych najgłębszych lęków o to, jak życie w bardzo krótkim czasie może zmienić się z bezpiecznego w przerażające. Nikt nie chce, by coś takiego mu się przydarzyło, ale jest coś kompulsywnego w czytaniu o tym, że dzieje się to komuś innemu. Sama nie bardzo lubię, gdy moje książki są przyporządkowywane do konkretnego gatunku. Dla mnie „Zamiana” to opowieść o napięciu między ludźmi, o relacjach i emocjach, ale to chyba nie są zbyt chwytliwe hasła.