Zwierzęta – a przede wszystkim konie to pasja Macieja Osińskiego z Przywózk

OsinskiIdąc za ciosem i za namową wójta, Marcina Pasika nasz "latający reporter" postanowił kontynuować cykl artykułów o interesujących ludziach z terenu Gminy Sokołów Podlaski pod znamiennym tytułem: Oni przynoszą chlubę naszej gminie... Tydzień temu rozmawialiśmy z 83. latkiem, dzisiaj rozmawiamy z 28. latkiem. Pokoleniowo można by rzec: przepaść. Jeżeli chodzi zaś o osobowość: obaj bardzo interesujący ludzie mimo ogromnej różnicy wieku – 55 lat. To świadczy zaś o tym, że i starzy jak i młodzi są godni uwagi, tylko trzeba trafić na ludzi z pasją i zainteresowaniami.

Osinski1Tym razem nasz redakcyjny "gryzipiórek" zawitał do miejscowości Przywózki i odwiedził Pana Macieja Osińskiego, który mimo młodego wieku uprawia bardzo ciekawy zawód, gdyż jest zootechnikiem i zarazem technikiem weterynarii. Ponadto jest miłośnikiem koni i właścicielem dwóch czystej krwi arabskiej ogierów. Jeżeli ktoś myśli że to już koniec pasji Pana Macieja, to jest w błędzie, ponieważ jest on także zapalonym myśliwym i należy do Koła Łowieckiego "Sokół". Próbował także swoich sił w polityce, startując w ostatnich wyborach samorządowych do rady powiatu sokołowskiego z KWW Powiatowe Porozumienie Samorządowe i zdobywając 137 głosów. Pan Maciej ukończył zootechnikę na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach, ukończył również zaocznie technikum weterynaryjne. Przez kilka lat zajmował się rozrodem (inseminacją) krów, a od trzech lat wspólnie z żoną Katarzyną (ukończyła weterynarię na SGGW w Warszawie) prowadzi gabinet weterynaryjny w Węgrowie, ale działalność prowadzą na terenie powiatów: sokołowskiego, węgrowskiego, łosickiego i siedleckiego.

konik– W tym roku zajęliśmy się również sprzedażą pasz i otworzyliśmy sklep w Węgrowie z tym asortymentem. Generalnie staramy się zapełnić naszą ofertę całym asortymentem usług związanych ze zwierzętami – opowiada Pan Maciej. – Leczymy wszystkie zwierzęta te duże i te małe, począwszy od chomika aż do krowy, raz mieliśmy do leczenia nawet wielbłąda. Mamy również sklep zoologiczny w Węgrowie. Staramy się świadczyć kompleksowo wszystkie usługi związane ze zwierzętami. Pełnimy dyżury całodobowo, mamy podpisaną z Urzędem Miasta w Węgrowie umowę na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami, mamy również hotel dla zwierząt. Przechowanie pieska wraz z wyżywieniem to tylko koszt 25 zł za dobę, bez różnicy jakiej wielkości jest to pies. Jeżeli właściciel ma jakieś swoje wymagania co do wyżywienia swojego pupila wówczas cena ustalana jest indywidualnie. Nie miałem na razie przyjemności pracować z sokołowskim Urzędem Miasta ani z sokołowską Gminą, ale wiem, że pan wójt, Marcin Pasik ma bardzo dobre relacje z weterynarzami z terenu sokołowskiego, świetnie z nimi współpracuje i dba o bezpańskie zwierzęta. Wracając do Węgrowa – jestem pod wrażeniem tego co nam się udało stworzyć przez te kilka lat współpracy – oddaliśmy w tym roku już około pięćdziesięciu zwierząt do adopcji, żaden nie trafił do schroniska, staramy się pomóc tym zwierzakom, sterylizujemy je. Należy pochwalić Straż Miejską w Węgrowie, która wkłada w te działania bardzo dużo pracy, bardzo się stara i jej pomoc jest bardzo potrzebna. Chciałbym bardzo podziękować Strażnikom i burmistrzowi Węgrowa za zaangażowanie w zwalczaniu bezdomności zwierząt na terenie miasta. Chociaż konkurencja w Węgrowie w tym segmencie usług jest też duża (porównywalna do tej w Sokołowie), to teraz na rynku liczy się przede wszystkim kompleksowość usług – że jak trafia do nas pies, to właściciel wie, że może go u nas i przetrzymać, gdy pojedzie na wakacje, wie że może go ostrzyc gdyż mamy w swojej ofercie również strzyżenie, wie że dobierzemy jego pupilowi odpowiednią karmę, mamy także w planach wprowadzenie tresury psów.

weterynarzePani Katarzyna jest współwłaścicielem gabinetu weterynaryjnego, ponadto pracuje jeszcze w Sokołowskich Zakładach Mięsnych. Ponadto Państwo Osińscy mają zatrudnionych lekarzy weterynarii i techników (sześć osób), gdyż tak szerokiemu zakresowi usług jaki świadczą na terenie tylu powiatów, nie byliby sami w stanie temu podołać.

– Chciałbym tu podziękować moim pracownikom, którzy są bardzo oddani firmie i sami często wychodzą z inicjatywą pomocy w trudach prowadzenia firmy – dodaje Pan Maciej.

Pan Maciej od dziesięciu lat mieszka w Przywózkach i od dziesięciu lat zajmuje się hodowlą koni. Na początku były to konie rasy małopolskiej, obecnie są to konie czystej krwi arabskiej.

– Gdy byłem małym chłopcem ojciec wpajał mi miłość i szacunek do zwierząt – opowiada Pan Maciej. – Hodowaliśmy psy, gołębie, papugi, tak że przez całe moje dzieciństwo przewijały się wokół mnie zwierzęta. Już od młodych lat ciągnęło mnie na wieś i chciałem zamieszkać na wsi. W wieku osiemnastu lat dostałem w spadku gospodarstwo w Przywózkach i tak już w tej miejscowości zostałem. W tej chwili posiadamy dwa ogiery czystej krwi arabskiej, jeden to dziewiętnastoletni Amarant – czempion reproduktorów według klasyfikacji Polskiego Klubu Wyścigów Konnych z 2011 roku, jest to jeden z najtwardszych koni: przebiegł pięćdziesiąt wyścigów bez żadnej kontuzji, trzynaście razy wygrał wyścig, dziesięć razy minął celownik jako drugi i siedem razy był trzeci na mecie. Właścicielem Amaranta jestem od ośmiu lat, odkupiłem go w celach rozrodczych. Jego potomstwo już było na podium w kilku najważniejszych wyścigach w Polsce (między innymi Oaks Derby Kabareta, Próbna, Amuratha, Sambora, Piechura ). Drugi ogier to czternastoletni (triple x) z niemieckiej hodowli M. zu Furstenberg, jest to koń mojego syna, dostał go na drugie urodziny od mojej mamy. Ten ogier ma bardzo ciekawy rodowód, pochodzi z bardzo ciekawej linii męskiej (Latif) jak i żeńskiej (Sahara), ścigał się w Maroku, zajął drugie miejsce w niemieckich Derby, był pierwszy w gonitwach: Koheilana, Próbna, El-Paso, koń bardzo dobrze ułożony, niewysoki ale z wielkim sercem do walki na wyścigowych torach, jest bardzo łagodny, bardzo lubi dzieci.

Warto zaznaczyć, że konie czystej krwi arabskiej dożywają spokojnie trzydziestu lat, więc te dwa moje ogiery to takie "średniaczki". Pan Maciej zapytany o wartość koni, nie chciał jej zdradzić, gdyż stwierdził, że te konie i tak nie są na sprzedaż. dla niego ich wartość jest bezcenna.

Pan Maciek od kilku lat należy do Koła Myśliwskiego "Sokół" w Sokołowie Podlaskim i jak sam twierdzi: łowiectwo to jest wspaniała pasja. I chociaż ostatnio pojawiło się dużo pseudoekologów, którzy nie rozumieją, że trzeba tak gospodarować populacją zwierzyny łownej, aby jej przyrost nie niszczył upraw rolnikom (dziki). Łowiectwo to nie jest tylko zabijanie zwierzyny, ale też poznawanie jej, poznawanie natury, lasu, zwyczaju zwierząt jak też i jej dokarmianie zimą. Myśliwi walczą także z kłusownikami.

A w następnym numerze nasz "latający reporter" przygotował Czytelnikom niespodziankę i odwiedził Panią... Sawicką, bardzo miłą i sympatyczną pasjonatkę malarstwa.